Porządek był najważniejszy, gdy wokół panował chaos. Zagotowałem wodę w czajniku i sięgnąłem po moją małą przyjemność – paczkę pysznej herbaty Earl Grey z małego sklepiku niedaleko mojego dawnego miejsca pracy.
Moja synowa, Melinda, piła kawę tylko z kapsułek i zawsze marszczyła nos pod moją herbatą. Kiedy woda się gotowała, zacząłem mieszać ciasto na gofry.
Mój syn, Phillip, uwielbiał je od dziecka. Nawet teraz, w natłoku obowiązków, piekę je w każdą sobotę.
Może to był mój cichy sposób na trzymanie się jedynej nici z przeszłości, z czasów, gdy byliśmy prawdziwą rodziną. Z tyłu mieszkania dobiegło ciche skrzypnięcie, sygnalizujące, że Jace, mój najmłodszy wnuk, się obudził.
W wieku czternastu lat był ode mnie wyższy, miał szczupłe kończyny i ciemne, skołtunione włosy, oczy zawsze ukryte za długą grzywką i za duże słuchawki.
Powiedziałem jej dzień dobry i powiedziałem, że gofry będą gotowe za piętnaście minut. Skinęła tylko głową, nie zdejmując słuchawek, i zwinęła się w kłębek na kuchennym krześle, z tabletem migającym przed nią.
Już dawno przestałem brać jego zachowanie do siebie. Przynajmniej nie warczał na mnie, jak czasami robiła to jego siostra Skyler.
Ale w głębi duszy wiedziałem, że Jace widział to wszystko. Rozumiał to niewypowiedziane napięcie lepiej niż ktokolwiek z nas.
Głos Skyler przebił się przez poranną ciszę. Weszła do kuchni już ubrana i z idealnym makijażem i zapytała, czy widziałam jej niebieski sweter.
W wieku siedemnastu lat była pięknym odbiciem swojej matki. Miała wysokie kości policzkowe, ostry nos i gęste, kasztanowe włosy.
Ale jego oczy były delikatnie brązowe, jak u Philipa, odziedziczone bezpośrednio po moim zmarłym mężu, George’u. Powiedziałam mu, że wyprałam je wczoraj i że powinny być w jego szafie na drugiej półce.
Wykrzyknął, że już tam zajrzał, ale potem złagodniał, gdy się otrząsnął. Przeprosił i wyjaśnił, że po prostu spóźnił się na spotkanie grupy projektowej.