Zaschło mi w ustach. „Caleb jest twoim synem?”
Skinął głową. „Chciałem jej podziękować. Ale kiedy Caleb podał mi jej nazwisko, żebym mógł o nią zapytać, zdałem sobie sprawę, kim ona jest”. Przeczesał dłonią włosy. „Zdałem sobie też sprawę, że to może być moja jedyna szansa, żeby powiedzieć ci prawdę o Joe i tym, co zrobił”.
Moje serce zaczęło walić jak młotem. „O czym ty mówisz?”
Daniel przez dłuższą chwilę patrzył mi w oczy.
Potem powiedział: „Joe nie stracił tych pieniędzy. Nie doprowadził do upadku firmy. Krył kogoś innego”.
„Co? Kogo krył? Dlaczego miałby to robić?”
„Krył mnie”. Przesunął dłonią po twarzy. „Podjąłem ryzykowną decyzję. Zrobiłem krok naprzód, mimo że twój mąż mi tego zakazał. Myślałem, że uda mi się to naprawić, zanim ktokolwiek zorientuje się, jak źle jest”.
Poczułem się chory.
„Kiedy wszystko zaczęło się walić, on się o tym dowiedział” – powiedział Daniel. „Powiedziałem mu, że wezmę na siebie odpowiedzialność. Przysiągłem, że tak zrobię, ale mi nie pozwolił”.
„Dlaczego nie?” – warknąłem. „Dlaczego miałby wziąć na siebie winę za ciebie?”
„Bo to ja miałem dyplom Ivy League. To ja byłem tym, któremu zaufali inwestorzy. Powiedział, że utrzymanie mojego dobrego imienia w czystości to nasza jedyna szansa na otrząsnięcie się po tej katastrofie”.
Złość mnie paliła.
Mój mąż umarł, a ludzie wierzyli, że wszystko zniszczył. Ja mieszkałam obok tej ruiny. Emma dorastała w jej cieniu. A ten człowiek znał prawdę od zawsze.
„Więc pozwoliłeś mu wziąć na siebie winę. Nawet gdy było oczywiste, że firmy nie da się uratować, nawet gdy umarł, pozwoliłeś Joe’emu wziąć na siebie całą winę”.