Nie sprzeciwiał się i nie przeprosił.
Skinął tylko głową, delikatnie położył ciasto na stole w jadalni, złożył mi życzenia urodzinowe i skierował się do drzwi. Zanim wyszedł, powiedział cicho: „Może spróbujesz go później”. Wtedy odebrałam to jako subtelną próbę utrzymania go w kręgu, więc puściłam to mimo uszu.
Podczas kolacji jednak wydarzyło się coś dziwnego. Mój tata, który zazwyczaj jest największym gawędziarzem, prawie się nie odzywał. Uśmiechał się, kiedy do niego mówiliśmy, ale to nie było prawdziwe. Po prostu przesuwał jedzenie na talerzu, jakby coś ciężkiego uciskało go od środka. Myślałem, że znowu utknął między dwoma światami i właśnie tego chciałem uniknąć, utrzymując naszą małą grupę. Później jednak nastrój powoli się poprawiał. Wróciły stare historie, pojawiły się żarty i na chwilę w pomieszczeniu znów zrobiło się ciepło, wszystko wydawało się prostsze.