Dopóki nie otworzyły się drzwi sali sądowej.
Harrison wszedł w grafitowym garniturze, który prawdopodobnie kosztował więcej niż moje kilkumiesięczne wydatki. Wyglądał na spokojnego, wręcz znudzonego, jakby to przesłuchanie było tylko kolejną drobną niedogodnością.
Obok niego stała Tiffany Rhodes.
Jego asystentka.
Jego najbliższa sojuszniczka.
I jego kochanka.
Stała blisko niego, pewna siebie, bez cienia skruchy. Żadne z nich nie wyglądało na zawstydzone.
To bolało bardziej, niż sama zdrada.
Już wcześniej przepracowałem ten ból podczas długich, samotnych nocy.
Teraz bolało go to, że nawet nie próbował tego ukrywać.
Siedziałam przy stole, ściskając w dłoni zniszczoną teczkę wypełnioną fragmentami mojego życia – wynikami badań USG, niezapłaconymi rachunkami i wiadomościami, którymi nigdy z nikim się nie dzieliłam.
Mojego prawnika tam nie było.
Simon Fletcher powinien siedzieć obok mnie, ale jego miejsce było puste.
Dowiedziałem się, że zespół prawny Harrisona złożył coś późno w nocy, co zakłóciło harmonogram. Kazano mi czekać.
Następnie powiedziano mi, że przesłuchanie i tak się odbędzie.
Wtedy zrozumiałem—
On to zaplanował.
Chciał, żebym była sama. Nieprzygotowana.
Bezbronny.