Ostatnia walizka wyślizgnęła się z rąk Daniela Mercera mocniej, niż miał na myśli.
Uderzył w Stopień werandy, odbił się raz, a następnie otworzył się na rogu, po czym wylał się na mokry podjazd.

Woda deszczowa natychmiast rzuciła się nad nią, mocząc bladą skórę i wciągając starannie złożone sukienki Eleny do połowy w błoto.Daniel stał pod światłem werandy, oddychając ciężko, jego szczęka zacisnęła się-jakby sam gniew mógł sprawić, że poczuł się potężny.
Za nim Victoria położyła dłoń na jego ramieniu, a jej wypielęgnowane paznokcie lekko wciskały się w jego płaszcz.