Są w życiu chwile, kiedy wydarzenie rozgrywa się dokładnie tam, gdzie się rozegrało. Kiedy hałas świata cichnie do szeptu. Kiedy serce znajduje ukojenie, zanim umysł zdąży pojąć to, co właśnie zobaczyły oczy.
Dzisiaj nadszedł jeden z takich dni.
Odeszła prawdziwa legenda.
A kiedy uświadomisz sobie, kim on jest, kiedy naprawdę cię to poruszy, łzy nie tylko płyną. One płyną nieustannie.
Nie dlatego, że ta osoba była po prostu sławna. Nie dlatego, że jej nazwisko było popularne w telewizji lub pojawiło się na pierwszych stronach gazet przez kilka godzin.
Nie dlatego, że miało to jakieś znaczenie.
Były przeznaczone dla całego pokolenia.
Zabrano je do rodziny.
Był nie tylko miłym człowiekiem. Był kimś, kto po cichu kształtował życie. Głosem, który prowadził nas przez trudne chwile. Uśmiechem, który wydawał się znajomy, wręcz kojący. Obecność, która stała się częścią naszego codziennego życia: naszej młodości, naszych imprez, naszego powrotu do zdrowia.
Niektórzy z nas wychowali się w tym środowisku.
Inni wspierają ich pracę nawet w najciemniejsze noce.
Inni z nas odnajdują miłość, radość i szczęście w tym, co tworzymy razem.