Dziś rano poszłam do ogrodu – tylko po to, żeby podlać kwiaty i sprawdzić, czy koty rozrzuciły żwirek, jak zwykle. Ale gdy tylko otworzyłam furtkę, od razu poczułam okropny zapach. Poczułam ucisk w gardle, a w ustach metaliczny posmak.
Zrobiłem kilka kroków i stanąłem jak wryty. Coś poruszyło się na ziemi obok rabaty.

Przede mną leżało coś oślizgłego i czerwonawego, jakby wywrócone na lewą stronę. Cuchnęło gnijącym mięsem, jakby ktoś gdzieś w pobliżu ukrył martwe zwierzę. Cofnąłem się – serce waliło mi jak młotem, a w głowie kłębiły się najstraszniejsze myśli.
„Co to jest? Larwa? Dziwne stworzenie? Szczątki obcego?” Nie mogłem tego pojąć.
Chwyciłem telefon, zrobiłem zdjęcie i, mimo że nie znosiłem zapachu, zacząłem szukać odpowiedzi w Internecie.