Uśmiechnąłem się, przypominając sobie, jak miałem dziewiętnaście lat i stanąłem między mężczyzną a jego dziewczyną na parkingu. Powiedziałem, że to było dawno temu i że byliśmy młodzi, głuptasie.
Rosie pochyliła się i powiedziała, że to odważne i słuszne. Poprosiła mnie, żebym pamiętał o pogotowiu i o ludziach, których uratowałem.
Zamknąłem oczy, gdy wspomnienia zalały mnie falą. Przypomniałem sobie dwadzieścia osiem lat spędzonych w służbie reagowania kryzysowego.
Pamiętam, jak wyciągałem pięć osób z rozbitego minivana i przewoziłem dziecko windą w wieżowcu. Pamiętam pożar domu opieki i transport pensjonariuszy.
W takich chwilach nie wahałem się ani chwili. Wiedziałem, co muszę zrobić i to zrobiłem.
Rosie powiedziała, że jestem silny i zapytała, co się stało z tą kobietą. Odpowiedziałem z goryczą, że się zestarzała i została sama.
Rosie machnęła ręką i nazwała to bzdurą. Powiedziała, że nie jest młodsza, a jej mąż też nie żyje.
Ale powiedział, że nikomu nie pozwoli tam wejść. Nic nie powiedziałem, patrząc przez okno kawiarni.
Folsom się zmienił i zrobiło się bardziej tłoczno. A może to ja się zmieniłem i łatwiej było mnie ignorować.
Rosie podsunęła mi talerz z cytrynowym ciastem i powiedziała, że powinnam je zjeść, bo schudłam. Sięgnęłam po widelec, bo nie było sensu się z nią kłócić.
Powiedziałem mu, że to wszystko jedno. Melinda rozkazuje wszystkim, a Phillip siedzi cicho.
Traktują wszystko w domu jak swoje. Krytykują mnie, gdy dotykam ich rzeczy.