Tęskniłam za kobietą, która w ciągu kilku sekund decydowała o życiu lub śmierci. Tęskniłam za kobietą, która nie bała się postawić aroganckich lekarzy na nogi.
Szepnęłam, że nadal tu jest, tylko trochę zmęczony. Skyler skinęła głową i powiedziała, że rozumie.
Powiedziała, że musi dokończyć projekt, ale chciała, żebym dała jej znać, że ona i Jace są po mojej stronie. Kiedy wyszła, długo siedziałam nieruchomo.
Folsom toczyło dalej swoje życie jako zwyczajne amerykańskie miasto, z przeciętnymi rodzinami. Rozległo się kolejne pukanie, tym razem głośniejsze.
Melinda powiedziała, że chce wyprać zasłony w salonie. Zapytała, czy mógłbym jej pomóc się ich pozbyć.
Wzięłam głęboki oddech i przygotowałam się do opuszczenia schronienia. Wróciłam do rzeczywistości, w której nie byłam już panią domu.
Powiedziałem jej, że już idę. Moja przyjaciółka Rosie mieszała kawę tak energicznie, że cukier dawno się rozpuścił.
Byliśmy w naszej ulubionej kawiarni, skromnym miejscu niedaleko biblioteki miejskiej. Rosie pracowała tam od dwudziestu siedmiu lat.
Spuściłem wzrok i zamieszałem własną herbatę. Przynajmniej Rosie była tutaj, bo tylko z nią mogłem jeszcze otwarcie rozmawiać.
Spróbowałem się uśmiechnąć i powiedziałem, że nie jest tak źle. Rosie zmrużyła oczy i kazała mi przestać.
Powiedziała, że pozwolę im przejść się po moim własnym domu. Westchnąłem i przyznałem się do porażki, bo Rosie zawsze potrafiła mnie przejrzeć.
Zapytałem, co powinienem zrobić i przypomniałem im, że to moja rodzina. Rosie powiedziała, że rodziny nie traktują się w ten sposób, odstawiając kieliszek.
Powiedział, że zna mnie od pięćdziesięciu lat. Zapytał mnie, gdzie podziała się kobieta, która kiedyś stawiła czoła pijanemu mężczyźnie dwa razy większemu od niego.