CZĘŚĆ 1
Miałam dwadzieścia cztery lata, kiedy zostałam matką.
Ale nie czułam się jak matka.
Nie na początku.
Przez całą noc, kiedy rodziłam, wyobrażałam sobie moment, w którym położą moje dziecko na mojej piersi. Wyobrażałam sobie, że będę płakać ze szczęścia. Wyobrażałam sobie mojego męża Briana, trzymającego mnie za rękę, uśmiechającego się przez łzy i mówiącego, że nasz syn jest idealny.
Ale kiedy moje dziecko się urodziło, w pokoju zapadła cisza.
Zbyt wielka cisza.
Nikt się nie śmiał.
Nikt nie powiedział: „Gratulacje.”
Nikt nie powiedział mi, że jest piękny.
Lekarz ściszył głos i powiedział ostrożnie:
„Pani dziecko ma zespół Downa.”
Nie rozumiałam.
Pamiętam tylko, że patrzyłam na twarz pielęgniarki. Wyglądała smutno, jakby ktoś już przekazał mi straszną wiadomość, zanim w ogóle zdążyłam pokochać swoje dziecko.
Potem spojrzałam na Briana.
Stał przy ścianie, blady i zamarły.
Nie poprosił, żeby potrzymać dziecko.
Nawet nie podszedł bliżej.
Później, kiedy zabrali naszego syna na badania, Brian usiadł obok mojego łóżka i wyszeptał:
„Nie damy rady tego zrobić.”
Powoli odwróciłam głowę.