W sali balowej zapadła całkowita cisza.
„W tej chwili Twój awans został cofnięty. Twoja umowa o pracę zostaje rozwiązana ze skutkiem natychmiastowym. Złożyłem również pozew o rozwód. W oparciu o udokumentowane znęcanie się psychiczne, upokorzenie i próby czerpania korzyści finansowych z majątku małżeńskiego, osobiście dopilnuję, abyś nie otrzymał absolutnie niczego”.
Potem skinąłem głową.
Natychmiast wystąpili mój zespół prawny i szef ochrony korporacyjnej.
„Wyprowadźcie go” – rozkazałem spokojnie. „Nie jest już zatrudniony przez Crown Dominion. Od dziś ma dożywotni zakaz wstępu na teren każdej firmy i do wszystkich jej filii”.
Daniel osunął się na kolana.
Wszelki ślad arogancji zniknął w jednej chwili.
„Sophie, proszę! Błagam cię! Nie wiedziałem!” – krzyknął rozpaczliwie, wyciągając do mnie rękę.
Ale wtedy było już po wszystkim.
Te same oczy, które wcześniej tego wieczoru patrzyły na mnie z pogardą, teraz były wypełnione czystą paniką.
Victoria cicho odsunęła się upokorzona. Jej ojciec nie chciał już na nią spojrzeć. W sali balowej goście, którzy spędzili cały wieczór, próbując zaimponować Danielowi, teraz szeptali, wpatrując się w niego jak w ruinę.
I Daniel płakał.
Tam, na środku sali balowej.
Na oczach dyrektorów, polityków, kamer i wszystkich wpływowych osób, o których aprobatę zabiegał przez lata.
Kiedy ochroniarze wynieśli go wraz z resztkami jego godności, ani razu nie obejrzałem się za niego.
Ponieważ ten sam ogień, którego użył do zniszczenia mojej sukienki…
stał się ogniem, który zniszczył jego przyszłość.
Tej nocy nie powstałem po prostu z popiołów.
Odzyskałem koronę, która zawsze do mnie należała.
I zostawiłam go dokładnie tak, jak on planował zostawić mnie:
samotny, upokorzony, złamany…
i zupełnie bez niczego.