CZĘŚĆ 2: „Zadzwoń na policję… zanim wrócą”.
Wszystko we mnie zamilkło.
„O czym ty mówisz?” wyszeptałam. „Zanim kto wróci?”
Jego oczy… Boże, nigdy nie zapomnę tego spojrzenia. Były przepełnione strachem, który nie chciał zniknąć. Takim, który pozostaje długo po tym, jak niebezpieczeństwo minie.
„Zrobili mi to” – powiedział. „Ethan… i Lauren”.
Natychmiast pokręciłam głową.
„Nie… nie, to niemożliwe. Jesteś zdezorientowana…”
„Nie upadłam” – upierał się, ściskając ją mocniej za rękę. „Dali mi coś. W herbacie. Pamiętam smak… gorzki. A potem schody… Nie mogłam się ruszyć. Popchnęli mnie”.
Czułam, jakby podłoga usunęła mi się spod nóg.
„Chcą domu” – kontynuował. „Mieszkań. Jeśli dowiedzą się, że się obudziłam… ty będziesz następna”.
Nie spałam tej nocy.
Jego słowa rozbrzmiewały w mojej głowie raz po raz, za każdym razem ostrzej niż wcześniej. Próbowałem je odrzucić. Pogrzebać. Wytłumaczyć.
Ale coś we mnie nie dawało mi spokoju.
Przypominałem sobie różne rzeczy.
Za drobiazgi.
Narzekania Lauren na pieniądze. Na stres. Na długi. Jak zmienił się jej ton w ciągu ostatniego roku – subtelnie, ale szczerze.
A potem wróciło wspomnienie, wyraźne jak szkło.
„On ma tak wiele”, powiedziała Lauren miesiące temu. „Niektórzy ludzie nie wiedzą, kiedy odpuścić… nawet gdy ich własna rodzina tonie”.
Zbeształam go wtedy. Przeprosił. Ruszyliśmy dalej.
A przynajmniej… myślałam, że tak.