Spojrzałem na dokumenty, a potem na swój brzuch.
„Alejandro… jestem w ciąży” – powiedziałam cicho.
Doña Rebeca roześmiała się z jawną pogardą.
„Myślisz, że jedna ciąża wystarczy mojemu synowi na całe życie? Otwórz oczy. Mój syn wkrótce zostanie wiceprezesem Grupo Altamira. A ty? Jesteś po prostu biedną, bezużyteczną kobietą, którą mam już dość wspierania”.
Fernanda uśmiechnęła się i chwyciła go za ramię. „Potrzebujesz partnera na swoim poziomie – kogoś z klasą i ambicją. Spójrz na siebie… Wyglądasz jak pomocnik na usługach”.
Spojrzałam na Alejandra, mając nadzieję, że choć raz mnie ochroni.
Ale tego nie zrobił.
„Już podpisałem” – powiedział bez ogródek. „Nic nie wniosłeś do mojego życia. Nie potrzebuję ciebie – ani dzieciaka, który by mnie spowalniał, skoro jestem na szczycie”.
Nie płakałam.
Zamiast tego coś we mnie całkowicie się zmieniło. Ostatnia miłość, jaką do niego czułam, zniknęła.
Wziąłem długopis i podpisałem.
„Dobrze” – powiedziałem spokojnie. „Mam tylko nadzieję, że nie będziesz tego żałować”.
Potem złapałam torbę i wyszłam – zostawiając ich, śmiejąc się i świętując moje odejście.
Tydzień później wszystko się zmieniło.
Tego dnia w siedzibie Grupo Altamira przy Paseo de la Reforma odbyło się najważniejsze posiedzenie zarządu firmy. Tego samego dnia Alejandro spodziewał się awansu na wiceprezesa.
Na sali sądowej Alejandro, Fernanda i Doña Rebeca siedzieli pewni siebie wśród liderów, ubrani w swoje najlepsze stroje.
„Jestem z ciebie taka dumna” – wyszeptała jego matka. „Sam prezes będzie tu dzisiaj. Upewnij się, że zrobisz na nim wrażenie”.
„Oczywiście” – odpowiedział Alejandro z samozadowoleniem. „Fernanda i ja jesteśmy przyszłością tej firmy”.