Następnie dyrektor operacyjny wstał i przemówił do zebranych.
„Szanowni Państwo, dziś przypada historyczny moment. Po latach kierowania firmą z ukrycia, mam zaszczyt przedstawić jedynego właściciela i prezesa tej firmy”.
Wszyscy wstali.
Drzwi się otworzyły.
Najpierw weszło ośmiu ochroniarzy.
Potem… wszedłem do środka.
Miałam na sobie dopasowany biały garnitur, który podkreślał moją ciążę, i diamentową biżuterię odziedziczoną po dziadku. Każdy krok odbijał się echem w cichym pomieszczeniu.
Kiedy Alejandro mnie zobaczył, filiżanka z kawą wypadła mu z ręki i rozbiła się na podłodze.
„V… Wiktorio?” wyjąkał.
Jej matka zbladła. Fernanda cofnęła się, ściskając kurczowo stół.
„Co ta kobieta tu robi?” – szepnęła rozpaczliwie Doña Rebeca. „Ochrona, zabierzcie ją!”
Ale nikt się nie ruszył.
Zamiast tego wszyscy obecni na sali przywódcy skłonili się.
„Dzień dobry, Pani Dyrektor” – powiedzieli chórem.
W pokoju zapadła cisza.
Alejandro osunął się na krzesło i zaczął drżeć.
„Prezesie…?” wyszeptał.