Jak jakaś wiejska kara.
Kiedy wróciła do kuchni, w drzwiach stała Manon.
„Czy to ja jestem na nagraniu?”
Claire chciała schować cały świat pod pachami.
„Tak”.
Manon spuściła wzrok.
„Nie pamiętam dobrze tego momentu”.
Claire podeszła cicho.
„To normalne. Kiedy człowiek się za bardzo boi, mózg czasem sobie z tym radzi”.
Manon skinęła głową, nie odpowiadając. Potem zapytała cicho:
„Czy tata byłby na mnie zły?”
Claire poczuła, jak pytanie przeszywa jej serce.
Poszła po pudełko Antoine’a.
W środku była koperta z napisem: „Dla Manon, kiedy dorośnie”. Claire jej nie otworzyła. Jeszcze nie. Wzięła tylko liścik zaadresowany do niej, ten, który przeczytała już 20 razy od Bożego Narodzenia, i usiadła obok córki.
„Twój ojciec wiedział, że niektórzy ludzie w jego rodzinie potrafią być okrutni, kiedy się im sprzeciwiasz”.
„Nawet babcia?”
Claire nie odpowiedziała od razu.
„Tak. Nawet ona”.
Manon objęła kolana.
„Dlaczego nam nie powiedział?”
„Może myślał, że ma czas. Może chciał nas chronić, nie strasząc nas”.
Podała mu notatkę.
Manon przeczytała ją powoli: „Ten dom należy do ciebie i Manon. Nigdy nie pozwól, żeby moja matka wmówiła ci coś innego”.
Jej usta drżały.
„Czy on wiedział, że to powie?”
„Tak”.
„Więc zostawił nam jakiś dowód?”
Claire oparła czoło o czoło córki.
„Tak, kochanie. Zostawił nam jakiś dowód”.
Sprawa potoczyła się szybciej, niż Claire sobie wyobrażała.
Pracownik socjalny spotkał Manon w gabinecie z kolorowymi poduszkami i rysunkami na ścianie. Claire czekała na korytarzu ze splecionymi dłońmi przez 47 minut. Czasami słyszała cichy głos pracownika socjalnego. Nigdy Manon.
Kiedy drzwi się otworzyły, Manon wyszła z czerwonymi oczami, ale z nieco mniej zgarbionymi ramionami.
„Powiedziałam wszystko” – mruknęła.
Claire przykucnęła.
„Jestem z ciebie dumna”.
„Nawet te wstydliwe rzeczy?”
„Zwłaszcza te.”