Pod koniec stycznia wezwano Geneviève. Oliviera również.
Przybyli na spotkanie osobno, co już samo w sobie wiele mówiło. Geneviève miała na sobie beżowy płaszcz ślubny, jedwabny szal zawiązany wokół szyi, a jej twarz była zamknięta jak drzwi do piwnicy. Olivier wyglądał, jakby nie spał.
Claire była tam z Maître Caronem.
W pokoju początkowo nikt nie krzyczał.
Potem prawnik położył na stole wyciągi bankowe.
„38 700 euro pobrane w ciągu 14 miesięcy. Autoryzowane przez Madame Delorme”. Większość kwoty została następnie przelana na konto pana Oliviera Delorme. Żadnych rachunków ze szkoły. Żadnych wydatków związanych z Manon.
Geneviève zacisnęła usta.
„Chodziło o uniknięcie rodzinnej katastrofy”.
Claire podniosła wzrok.
„Katastrofa rodzinna polega na tym, że okradłeś dziecko i ukarałeś je, gdy się o tym dowiedziało”.
Olivier uderzył dłonią w stół.
„Ukradłeś? To były pieniądze Delorme’ów!”
„Nie” – powiedział Maître Caron. „To było konto otwarte dla Manon. A fundusze pochodziły głównie od jej dziadka, z deklarowanym celem studiów”.
„Ma dopiero 10 lat!” – wykrzyknęła Geneviève. „Nie potrzebowała ich teraz”.
Claire odwróciła się do niej.
„Musiała jeść w Wigilię. Tego też jej odmówiłeś”.
Cisza zapadła tak nagle, że nawet Olivier spuścił wzrok.
Geneviève zdawała się szukać szlachetnego sformułowania, dźwięcznych przeprosin, czegoś, co mogłaby przed sobą ocalić. Ale nic nie przychodziło jej do głowy.
Wybrała więc jedyną znaną sobie broń.
„Antoine by się ciebie wstydził”.
Claire kiedyś czuła, że ten wyrok mógłby ją złamać. Błagałaby o wybaczenie. Płakałaby. Chciałaby być akceptowana przez tę rodzinę, która nigdy tak naprawdę nie dała jej miejsca.
Ale tego dnia spokojnie otworzyła torbę, wyjęła list Antoine’a i położyła go przed Geneviève.
„Antoine wiedział”.
Geneviève nie dotknęła papieru. Mimo to jej wzrok powędrował ku charakterowi pisma syna.
Jej twarz zbladła.
Po raz pierwszy nie znalazła w sobie nic do powiedzenia.
Umowa nie została zawarta natychmiast. Potrzebne były kolejne groźby kroków prawnych, listy i opóźnienia. Olivier próbował zaprzeczyć pewnym kwotom. Geneviève twierdziła, że chciała mu zwrócić pieniądze. Amandine, jego żona, w końcu zadzwoniła do Claire zapłakana pewnego lutowego wieczoru.
„Nie wiem…”
„Nie wiedziałam, że to pieniądze Manon” – powiedziała. „Co do motocykla, Olivier powiedział mi, że to bonus”.
Claire słuchała, nie pocieszając.
„Śmiałaś się, kiedy wywiesili na nią ten napis”.
Po drugiej stronie linii Amandine zaczęła płakać jeszcze głośniej.
„Wiem”.