A miał na sobie kurtkę mojego syna.
Nie była to podobna kurtka: była to dokładnie ta sama, którą Daniel miał na sobie rano w dniu swojego zaginięcia.
Rozpoznałem ją od razu, bo na podartym rękawie była naszywka w kształcie gitary. Sam ją przyszyłem. Rozpoznałem też małą plamę farby na plecach, kiedy mężczyzna odwrócił się, żeby zamówić herbatę.
Wskazałem na niego. „Dodaj herbatę i kanapkę tego pana do mojego zamówienia”.
Barman spojrzał na niego i skinął głową.
Staruszek zwrócił się do mnie. „Dziękuję pani, to wszystko…”
„Skąd masz tę kurtkę?”
Spojrzał na to. „Dał mi to jakiś chłopak”.
„Brązowe włosy? Około szesnastu?”
Skinął głową.
Właśnie wtedy barman podał mu zamówienie. Biznesmen i kobieta w spódnicy stanęli między nami. Kiedy ich minąłem, staruszek już zniknął.
Rozejrzałem się po barze i zobaczyłem, jak wychodzi na chodnik.
„Proszę zaczekać!” Pobiegłam za nim.
Próbowałem go dogonić, ale chodnik był zatłoczony. Ludzie rozstąpili się, żeby go przepuścić, ale ja miałem problem z przejściem.
Po przejechaniu dwóch przecznic uświadomiłem sobie coś dziwnego.
Staruszek nie zatrzymał się, żeby poprosić o pieniądze. Nie zjadł kanapki ani nie tknął herbaty.
Kroczył z konkretnym zamiarem.
Mój instynkt podpowiadał mi, żebym nie brał tego pod uwagę, tylko podążał za tym.
Tak też zrobiłem.
Poszedłem za nim aż na obrzeża miasta.
Zatrzymał się przed starym, opuszczonym domem, otoczonym chwastami i otoczonym lasem. Miejsce wydawało się zapomniane.
Starzec zapukał delikatnie.
Podkradłem się bliżej. Kiedy się rozejrzał, schowałem się za drzewem.
Drzwi się otworzyły.
“Powiedziałeś, że mam ci powiedzieć, jeśli ktoś zapyta o kurtkę…” odparł starzec.
Zajrzałem zza drzewa.
Kiedy zobaczyłem, kto stoi w drzwiach, niemal ugięły się pode mną kolana.
“Danielu!” Rzuciłem się naprzód.
Mój syn spojrzał w górę. W jego oczach pojawił się strach.
Za nim przesunął się cień. Spojrzał przez ramię, potem z powrotem na mnie i zrobił ostatnią rzecz, jakiej się spodziewałem.
Pobiegł.
„Danielu, zaczekaj!” Przebiegłem obok starca i wszedłem do domu.
Gdzieś w środku trzasnęły drzwi. Pobiegłam korytarzem i wpadłam do kuchni akurat w porę, żeby zobaczyć Daniela i dziewczynę biegnących tylnymi drzwiami w stronę lasu.
Goniłem za nimi, krzycząc jego imię.
Ale oni byli szybsi.
Wkrótce zniknęli między drzewami.
Zgubiłem je.
Poszedłem prosto na najbliższy posterunek policji i opowiedziałem wszystko policjantowi.
„Dlaczego miałby przed tobą uciekać?” zapytał.
„Nie wiem” – powiedziałem. „Ale proszę, pomóż mi go znaleźć, zanim znowu zniknie”.
“Wyślę wiadomość, proszę pani.”
Siedziałem tam i czekałem.
Za każdym razem, gdy otwierały się drzwi stacji, moje ciało się napinało.
Moje myśli krążyły wokół tych samych pytań: Co, jeśli już go nie ma? Co, jeśli pojechał autobusem? Co, jeśli to moja jedyna opcja?
Około północy podszedł do mnie oficer.
„Znaleźliśmy go. Był niedaleko dworca autobusowego. Właśnie go tu przywożą”.
Ulgę poczułem tak nagle, że poczułem zawroty głowy.
„A dziewczyna?” zapytałem.
„Był sam”.
Zabrano Daniela do małego pokoju przesłuchań.
Nie zdawałam sobie sprawy, że płaczę, dopóki łzy nie zaczęły mi przesłaniać wzroku.
„Żyjesz” – powiedziałem. „Wiesz, jak bardzo się martwiłem? A kiedy w końcu cię zobaczyłem… dlaczego przede mną uciekłeś?”