Głos prezesa był tak lodowaty i mocny, że długi korytarz luksusowego hotelu zapadł w grobową ciszę. Camille zacisnęła usta, zdała sobie sprawę, że sytuacja się odwróciła, nerwowo poprawiła perfekcyjne włosy i odeszła, udając godność.
Elise próbowała przemknąć niezauważona, ale Alexandre fizycznie zablokował jej drogę.
„Muszę z tobą porozmawiać. Natychmiast”.
„Muszę pracować” – odpowiedziała drżącym, ale stanowczym głosem. „Jeśli stracę tę pracę, nie będę miał ani grosza na opłacenie pokoju”. Alexandre wpatrywał się w brzuch żony, a serce waliło mu jak młotem.
„Czy to moje dziecko?” Elise spojrzała na niego z nieodgadnioną mieszaniną głębokiego smutku i tłumionej wściekłości.
Nie sposób uwierzyć w to, co się teraz wydarzy…
CZĘŚĆ 2
Elise wzięła głęboki oddech, a jej oczy napełniły się łzami, których nie chciała puścić.
„A teraz śmiesz zadawać takie pytanie?” – mruknęła gorzko. Alexandre przełknął ślinę, czując, jak dusi go poczucie winy.
„Proszę, Elise”.
Na zewnątrz, w małej alejce za hotelem, w bladym blasku żółtej latarni, zgodziła się dać mu pięć minut. Ani minuty dłużej. Przenikliwy chłód paryskiej jesieni sprawił, że jej nagie ramiona zadrżały pod mundurkiem.
„Tak” – przyznała w końcu szeptem. – „To twoje dziecko”. Alexandre poczuł, jak kolana zaczynają mu się łamać. „Ale dlaczego odszedłeś? Dlaczego pozwoliłeś mi uwierzyć w te wszystkie okropne rzeczy?”
Elise parsknęła sarkastycznym śmiechem.
Obolała i obolała, skrzyżowała ramiona, by osłonić brzuch przed lodowatym wiatrem.
„Bo twoja matka mnie zniszczyła. Osiem miesięcy temu poszłam do jej biura, żeby powiedzieć jej, że jestem w ciąży. Byłam naiwna. Myślałam, że chociaż nienawidzi mnie za moje skromne pochodzenie, ucieszy się na wieść, że będzie miała wnuka. Ale zamiast tego spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała, że jeśli zostanę z tobą, zamieni moje życie w piekło. Przysięgła, że zabierze mi dziecko zaraz po urodzeniu”. Alexandre energicznie pokręcił głową, nie mogąc pojąć takiej potworności.
„Nie… Moja matka nigdy by czegoś takiego nie zrobiła…”
„Tak!” krzyknęła Elise, a w jej głosie słychać było niesprawiedliwość. „Powiedziała mi, że wykorzysta swoje miliony i koneksje”. Plunęła mi w twarz, że taka marna pracownica jak ja nigdy nie wygra w sądzie z potężną dynastią Delacroix. A najgorsze, Alexandre, to to, że zawsze jej słuchałeś. Zawsze! Za każdym razem, gdy opowiadałam ci o jej agresywnym zachowaniu, znajdowałeś dla niej wymówkę. Więc uciekłam. Wynajęłam nędzny pokój dla służącej w 18. dzielnicy. Sprzątałam biura po nocach. Oszczędzałam każdy grosz, żeby wynająć prawnika, który mógłby mnie bronić. Zostało mi dokładnie dziewięć dni, Alexandre. Tylko dziewięć dni, żeby zebrać pieniądze, wrócić i walczyć o moje dziecko!
Alexandre zamknął oczy, przytłoczony ciężarem swoich słów.