„TATO… PROSZĘ, PRZYJDŹ DO MNIE… ON MNIE ZNOWU UDERZYŁ” – ROZMOWA ZAKOŃCZYŁA SIĘ KRZYKIEM… 20 MINUT PÓŹNIEJ ZNALAZŁEM MOJĄ CÓRKĘ KRWAWIĄCĄ, A ONI NIE MIELI POJĘCIA, CO JĄ UPUSTALI
Gdy wprowadziłem kod bezpieczeństwa, który dała mi Lily na wypadek sytuacji awaryjnej, bramy powoli się otworzyły, odsłaniając niepokojąco normalny widok.
W nieskazitelnym ogródku przed domem, około tuzina dzieci – prawdopodobnie dzieci bogatych przyjaciół Richarda – biegało ze śmiechem, szukając kolorowych plastikowych pisanek. Z głośników na zewnątrz rozbrzmiewała cicha muzyka klasyczna.
Wjechałem ciężarówką na podjazd, a moje serce waliło jak oszalałe.
Wbiegłem po szerokich marmurowych schodach. Ciężkie, podwójne, dębowe drzwi były lekko uchylone.
Gdy do nich dotarłem, drzwi otworzyły się szerzej od środka.
Eleanor, matka Richarda, stała w drzwiach, blokując mi drogę. Miała ostre rysy twarzy, ubrana była w drogi jedwab i emanowała wyraźną chłodną obojętnością. W dłoni trzymała kieliszek mimozy, a na jej twarzy malowała się uprzejma, lecz wyraźna pogarda.
Jego fałszywy uśmiech zniknął, gdy mnie zobaczył.
„Och, Arthurze” – powiedziała Eleanor z drwiącym uśmiechem i odsunęła się na bok. „Co za niespodzianka. Lily źle się czuje. Odpoczywa na górze. Nie musisz tu wchodzić i przerywać naszej uroczystości niepotrzebnym dramatem. Ona po prostu potrzebuje przestrzeni”.
„Ruszaj się” – powiedziałem głębokim, niebezpiecznym głosem.
„Naprawdę uważam, że powinieneś iść, Arturze” – kontynuowała, a jej głos ociekał protekcjonalnością. „Mamy tu ważnych gości. Wracaj do swojego cichego domku i poczekaj, aż on się odezwie”.
Położyła swoją wypielęgnowaną, ozdobioną diamentami dłoń na mojej piersi i odepchnęła mnie.
Fala surowej, niekontrolowanej wściekłości spaliła mnie, wymazując całą samokontrolę, którą zdobyłem przez lata.
Nie cofnąłem się.
Mocno chwyciłem ją za nadgarstek, a ona odsunęła rękę, jakby to nic nie znaczyło. Nie interesowała mnie jej biżuteria ani kruche kości.
Następnie otworzyłem drzwi tak mocno, że uderzyły w ścianę dużego holu.
Wszedłem do ogromnego salonu.