Podłoga była usiana resztkami dziecięcego koszyka wielkanocnego – wszędzie walała się zielona plastikowa trawa, podarty papier do pakowania i kolorowe czekoladowe jajka.
Ale pośrodku pokoju, na drogim, białym perskim dywanie, leżało w wypaczonej, nienaturalnej pozycji coś, czego żaden ojciec nie mógłby sobie wyobrazić.
Lilia.
Leżał skulony na podłodze, nieruchomy. Z rany na jego skroni płynęła ciemna kałuża krwi, barwiąc biały dywan na głęboką czerwień.
A nad nim stał, nonszalancko poprawiając mankiet szytej na miarę jedwabnej koszuli, z zadowoloną, niemal znudzoną miną —
Richard Volt.
2. Krwawe wyznanie
„Odejdź od niego!” krzyknęłam, a mój głos odbił się echem od wysokiego sufitu.
Pobiegłam przez pokój, każąc mu uklęknąć obok niego, a moje ręce drżały, gdy delikatnie podniosłam mu głowę.
Jego twarz była mocno opuchnięta. Jedno oko było już podbite, a na skórze rozlał się ciemny fiolet. Na szyi miał wyraźne ślady dłoni.
Wciąż oddychało. Płytko, nierówno – ale żyło.
„Lily, kochanie, jestem tutaj” – wyszeptałam, a w moim głosie słychać było zarówno strach, jak i gniew.
Jego oczy powoli się otworzyły. Mocno ściskał moją koszulkę, a jego ciało trzęsło się niekontrolowanie.
Za mną Richard zaśmiał się sarkastycznie. Podszedł do kryształowej karafki i nalał sobie szklankę whisky.
„Stary, uspokój się” – powiedział chłodno, mieszając drinka. „On dramatyzuje. Jest niezdarny. Potknął się i uderzył głową o kominek”.
Spojrzałem na siniaki na jego szyi.