Myślałam, że najdziwniejszym momentem mojego ślubu będzie ślub w szpitalu. Myliłam się. Dwie minuty przed przysięgą, starsza kobieta złapała mnie za ramię i wyszeptała coś, co mnie zszokowało. Moja narzeczona mnie uwięziła, a powód jej zdrady złamał mi serce.
Kiedy Anna zgodziła się do mnie przyjechać, poczułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Oboje wychowaliśmy się w sierocińcu. Tylko on naprawdę rozumiał ukryte aspekty mojego istnienia… zło bycia niechcianym.
Myślałam, że chcemy tego samego: stabilnego domu, zawsze nakrytego stołu i dzieci, które nigdy nie będą musiały uczyć się przetrwania, tak jak my.
Ale potem sprawy zaczęły się robić dziwne.
„Chcę, żebyśmy wzięli ślub w szpitalu” – powiedziała Anna pewnego wieczoru.
Myślałem, że chcemy tego samego.
„Szpital? Po co?»
Jego głos był cichy, ale stanowczy. „Dowiesz się później, Logan”.
“Później?”
„Proszę” – powiedział, w końcu na mnie patrząc. „Zaufaj mi”.
Nie udało mi się uzyskać odpowiedzi.
„Zaufaj mi.”
Czy był chory? Nie, był zdrowy, dobrze się odżywiał i biegał każdego ranka. Nie miał żadnych testów ani egzaminów.
Nie rozumiałam, dlaczego tego chciał, ale się zgodziłam. Kochać Annę oznaczało ufać jej, nawet jeśli była prawdziwą zagadką.
Anna zajęła się wszystkim.
Dwa tygodnie później siedzieliśmy już w samochodzie i jechaliśmy na oddział intensywnej terapii, żeby wziąć ślub.
Nie rozumiałem, dlaczego tego chciał, ale się zgodziłem.
„Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego tu teraz jesteśmy?” – zapytałem, mocniej ściskając kierownicę. „Dlaczego robimy to pośród ludzi, którzy walczą o życie?”
Anna wyciągnęła rękę i ścisnęła moje palce. Jej ręka lekko się trzęsła.
Przez chwilę myśleliśmy, że coś powie. Widziałem słowa na końcu jego języka.
Jednak powstrzymał się.