Nie wiedziałam, czy odebrać.
Odebrałam.
— Nie proszę o przyjaźń — powiedziała od razu. — Chciałam tylko powiedzieć, że przepraszam.
Siedziałam przy kuchennym stole, tym samym, przy którym kiedyś liczyłam monety na mleko i leki.
— Nie wiedziała pani.
— Nie. Ale wierzyłam mu, kiedy mówił o pani okropne rzeczy. To już moja odpowiedzialność.
Ta odpowiedź mnie uciszyła.
Ludzie rzadko biorą odpowiedzialność za to, że uwierzyli wygodnemu kłamstwu.
— Dziękuję — powiedziałam.
Po drugiej stronie usłyszałam łamany oddech.
— Wie pani, co jest najgorsze?
— Co?
— Że gdyby nie pani, wyszłabym za niego i myślałabym, że wygrałam życie.
Spojrzałam na rysunek smoka przyczepiony do lodówki.
— Ja też kiedyś tak myślałam.
Nie zostałyśmy przyjaciółkami od razu. To byłoby zbyt ładne i zbyt fałszywe. Ale kilka miesięcy później Alicja przesłała mi listę kontaktów do fundacji pomagającej samotnym matkom w sprawach prawnych. Potem zaproponowała, że jej ojciec sfinansuje opinię biegłego od ukrytych dochodów. Przyjęłam.
Nie z dumy.
Dla chłopców.
Rok po odwołanym ślubie zapadło orzeczenie.
Paweł miał zapłacić zaległe alimenty z odsetkami. Ustalono nowe, realne alimenty na podstawie faktycznych dochodów. Sąd ograniczył jego kontakty do nadzorowanych spotkań terapeutycznych, dopóki nie przejdzie programu dla rodziców stosujących manipulację wobec dzieci i drugiego opiekuna.
Nie dostał gotowych dzieci do zdjęć.
Dostał obowiązek stania się człowiekiem, zanim znów będzie mógł udawać ojca.
Kiedy wyszliśmy z sądu, Leon zapytał:
— Mamo, czy tata pójdzie do więzienia?
Ukucnęłam przed nim.