Coś we mnie się uspokoiło.
Podałem mu kluczyki.
Uśmiechnął się – ulżony.
Dziękuję. Zrekompensuję ci to.
„Nie” – powiedziałem cicho. „Nie zrobisz tego”.
I odszedł.
Kierowca, który mnie odebrał, delikatnie pomógł mi z dzieckiem. Trzęsłam się tak bardzo, że nawet nie mogłam zapiąć Lily. Nie zadawał żadnych pytań – powiedział tylko: „Jesteś już bezpieczna”.
To prawie się rozbiło.
Zadzwoniłem do mojego ojca.
„Tato… dziś wieczorem chcę, żebyś zniknął.”
Było cicho.
A potem: „Już idę”.
Mój ojciec przybył przed Grantem.
Nie zadawał żadnych pytań. Nie kazał mi się uspokoić. Nie zostawił Granta.