W końcu zrozumiałem, dlaczego Anna to zrobiła.
Podszedłem bliżej łóżka i wziąłem głęboki oddech.
„Dziś biorę ślub.”
Głos uwiązł mi w gardle. „Idziesz?”
Jego oczy się rozszerzyły. „Na ślub? Teraz?”
„Jeśli czujesz się na siłach. To jest zaraz na końcu korytarza, w kaplicy.”
Skinął głową tak mocno, że po jego twarzy spłynęło kilka łez. „Pragnę tego bardziej niż czegokolwiek innego”.
Wróciłem na korytarz. Anna wciąż tam była. Zaciskała dłonie, patrząc na swoje buty.
Po raz pierwszy w życiu nie miałem pewności co do nas.
„Wychodzę dziś za mąż. Przyjdziesz?”
Wyglądał, jakby czekał, aż wyjdę.
Zatrzymałem się tuż przed nim. Uniósł głowę, jego wzrok szukał w moich oczach najmniejszej oznaki złości.
„Miałeś rację” – powiedziałem.