Zamrugał.
„Że mi na tobie zależy. Że tego potrzebuję”.
Pojedyncza łza spłynęła jej po policzku. „Chciałam tylko, żebyś był cały, Logan”.
„Teraz już wiem i bardzo przepraszam, że oskarżyłam cię o okrucieństwo. Po prostu się bałam”.
„Miałeś rację.”
„Wiem, że miałaś rację” – wyszeptał.
Wziąłem ją za rękę. „Dziękuję, Anno, że dodałaś mi odwagi. Że dałaś mi szansę, żebym poznał prawdę. Przykro mi, że poczułaś się do tego zmuszona, ale jeśli nadal czujesz się dobrze, weźmy ślub”.
Uśmiech.
***
Dziesięć minut później byliśmy w małej kaplicy szpitalnej.
Nie było to zbyt eleganckie. Nie było żadnych dekoracji i prawie żadnych gości. Pani Patterson, kobieta, którą poznałam wcześniej, wręczyła Annie biały bukiet.
Moja matka siedziała na wózku inwalidzkim, zaparkowanym tuż przed nim.
„Dziękuję Ci, Anno, za dodanie mi odwagi”
Kiedy Anna podeszła do mnie, nie widziałam już szpitalnych murów. Widziałam mężczyznę, który kochał mnie na tyle, by stawić czoła moim największym demonom.