Byłam trochę niepewna i podejrzliwa, kiedy poznałam nowego mężczyznę po moim fatalnym rozwodzie. Ale dopiero później zdałam sobie sprawę, że to na jego matkę powinnam była uważać. Kiedy pokazał swoje prawdziwe oblicze, moja matka stanęła w mojej obronie.
Po bolesnym rozwodzie z moim byłym mężem, Jasonem, i z moją trzyletnią wówczas córką Meredith, która kurczowo trzymała się mnie jak liny ratunkowej, szczerze wierzyłam, że małżeńskie szczęście po prostu nie jest dla mnie. Ale potem poznałam kogoś innego i myślałam, że to mężczyzna mojego życia, dopóki jego matka nie powiedziała czegoś, co nas zszokowało.
Mam teraz trzydzieści pięć lat, ale kiedy moje pierwsze małżeństwo zakończyło się boleśnie kilka lat temu, byłam wyczerpana i emocjonalnie wyniszczona po latach prób utrzymania nieodwracalnie zniszczonego związku. Kiedy odchodziłam, pragnęłam tylko spokoju. Nie dramatów. Nie fałszywych obietnic.
Ale potem poznałam Todda. Poznałam go na grillu u znajomego z okazji Czwartego Lipca. Zaproponował mi resztę grillowanej kukurydzy, a kiedy dałam ją Meredith, tylko się uśmiechnęła i kupiła sobie hot doga.
Ta chwila nauczyła mnie wszystkiego, co musiałam o nim wiedzieć! Był miły. Nie narzucał mi się. I nie patrzył na Meredith jak na ciężar, który ciągnę na imprezę! Przykucnął, zapytał o jej świecące buty i naprawdę jej posłuchał!
To był chyba pierwszy raz od lat, kiedy szczerze się uśmiechnęłam! Todd i ja spotykaliśmy się przez prawie dwa lata, zanim się pobraliśmy. Nie tylko tolerował Meredith, ale kochał ją jak własną córkę!
Kiedy dostawał gorączki o 2 w nocy, budziła go pierwsza, owijała go kocykiem i śpiewała mu kołysanki, aż znowu zasypiał! Zachowywał spokój w tym chaosie, był krzepki, gdy mnie nie było!
Kiedy więc mnie poprosił o rękę, wahałam się w duchu, ale na głos powiedziałam „tak”. Kochałam go i kochałam go tak, jak on kochał moją córkę, ale wciąż byłam w szoku po moim pierwszym małżeństwie i jego fiasku. Część mnie spodziewała się, że coś pójdzie nie tak i tak się stało.