To odrzucenie było minimalne.
Prawie niewidoczne.
Ale to otworzyło we mnie ranę.
Wtedy kolejny ból przeszył jego twarz, a mimo wszystko jego palce mocno ścisnęły moje.
Przywiązałem się do życia nie jak do osoby, której wybaczono, lecz jak do kogoś, komu można zrobić coś pożytecznego.
Lekarz zmodyfikował zdjęcie.
Pojawiła się ziarnista postać.
A potem błysk.
Mały.
Nietrwały.
Na żywo.
„Wykryto aktywność serca” – powiedział ostrożnie.
Lucie wydała dźwięk, który przypominał szloch, ale ucichła, zanim zdążył w niego wpaść.
Moje kolana się ugięły.
Chciałam płakać, ale nawet to wydawało mi się egoistyczne.