Ekran błysnął.
Jego historia połączeń wbiła się do butelki, jakby była dowodem przeciwko mnie.
Moje imię powtarzane było raz po raz, każda próba oznaczała moment, w którym mnie nie było.
Były dwa połączenia na linię alarmową, oba krótkie, zbyt krótkie i oba zakończone, zanim ktokolwiek mógł pomóc.
„Nie mogłem mówić” – wyszeptał, podążając za moim wzrokiem. „Wpadłem w panikę. Potem pomyślałem, że może przesadzam”.
To zdanie sprawiło mi ból, na który nie zasługiwałem.
Bo podczas gdy on bał się przesady, ja byłam u jego boku i wymyśliłam zdradę.
Przełknęłam ślinę i pomogłam mu usiąść, ale on krzyknął i złapał mnie za ramię.
Nie było słychać żadnego głośnego ani dramatycznego dźwięku, tylko przerywany dźwięk, który nagle wydał się zbyt cichy w całym mieszkaniu.
„Musimy iść” – powiedziałem, sięgając po koc leżący u stóp łóżka.
Potrząsnął głową, a ruch ten był tak delikatny, że ledwo go zauważył.
„Czekaj” – wyszeptał. „Moja torba. Moja dokumentacja medyczna. Jest w szufladzie”.
Otworzyłam szufladę zbyt szybko i wszystkie papiery, rachunki, stary bilet do kina i karta ciąży spadły na podłogę.
Teczka była niebieska, a na okładce jego imię i nazwisko napisane było wyraźnymi, czarnymi literami.
Pamiętam, jak patrzyłem, jak pisze, z językiem między zębami, dumny z siebie, że był przygotowany.
Teraz ledwo mogłem to objąć ramionami.