Gdy się odwróciłem, Lucie spojrzała na mnie z wyrazem twarzy, którego nie potrafiłem rozszyfrować.
To nie są podejrzenia.
To nie jest złość.
Może coś gorszego.
Sumienie zmęczone tym, że nie zadaje pierwszego pytania, jakie powinien zadać kochający mąż.
„Myślałaś, że byłem z kimś?” zapytał cicho.
Słowa te nie brzmiały jak oskarżenia.
Lądowały miękko, a miękkość ta sprawiała, że nie dało się ich uniknąć.
Otworzyłem usta, ale nic szczerego nie mogło wyjść z moich ust, nie rujnując mnie.
Na zewnątrz, gdzieś pod naszym oknem, motocykl przejechał pustą ulicą z cichym metalicznym pomrukiem.
Lucie usłyszała ten dźwięk, jakby chciał zaczerpnąć świeżego powietrza.
Potem odwrócił wzrok i znowu dotknął swojego brzucha.
„Widziałem twoją twarz” – powiedział. „Zanim mnie dotknąłeś. Widziałem, o czym myślałeś”.
Chciałem temu zaprzeczyć.
Chciałem powiedzieć nie, nigdy, to niemożliwe, ten strach na chwilę mnie zdezorientował.
Ale prawda stanęła między nami: ręcznik leżał na podłodze, a koszula nocna była do góry nogami.
„Nie wiem, co sobie myślałam” – wyszeptałam.