W noc gali Marisol była przerażona. Wydała część oszczędności na nową sukienkę, prostą, elegancką i stonowaną w kolorze bordowym. Kiedy Antonio podjechał po nią swoim sportowym samochodem, na chwilę oniemiał. Nie chodziło o ubrania. Chodziło o nią. Marisol promieniowała własnym blaskiem.
„Wyglądasz… olśniewająco” – mruknął Antonio, otwierając jej drzwi. „Ty też nie wyglądasz źle, szefie” – odpowiedziała, próbując rozładować narastające między nimi napięcie.
Gala była istnym wirowaniem świateł, muzyki i ciekawskich spojrzeń. Wszyscy chcieli wiedzieć, kim jest tajemnicza kobieta u boku Antonia Tabáresa. Marisol, daleka od onieśmielenia, pokazała swoją siłę charakteru. Rozmawiała płynnie, demonstrując kulturę i inteligencję. Pan Mendoza był nią oczarowany, a umowa została przypieczętowana przed deserem.
Ale kulminacyjny moment nadszedł, gdy orkiestra zaczęła grać cichego walca. „Czy pozwoli mi pani zatańczyć, panno de Campos?” – zapytał Antonio, wyciągając rękę.
Marisol zawahała się. Przekraczali niebezpieczną granicę. Ale kiedy spojrzała w oczy Antonia, zobaczyła coś, co ją rozbrajało: wrażliwość. On jej potrzebował. A ona, Boże, potrzebowała jego.
Wziął ją za rękę. Gdy poczuli dotyk jej skóry, świat wokół nich zniknął. Tańczyli na środku parkietu, poruszając się jak jeden mąż. Antonio przyciągnął ją nieco bliżej niż zwykle, mocno obejmując jej talię.
„Marisol” – wyszeptał jej do ucha, przyprawiając o dreszcze. „Dziś błyszczałaś jaśniej niż ktokolwiek inny w tym pokoju. Nie z powodu sukienki, nie z powodu interesów. Z powodu ciebie”. „Po prostu wykonuję swoją pracę, Antonio” – odpowiedziała, używając jego imienia po raz pierwszy bez „pana”. „Nie. To nie jest praca. Spędziłam miesiące, próbując przekonać samą siebie, że to tylko zawodowy podziw. Ale dziś wieczorem, widząc cię tutaj, śmiejącą się, będącą sobą… Nie mogę już dłużej okłamywać samej siebie”.
Muzyka ucichła, ale oni się nie rozstali. Spojrzeli na siebie w milczeniu, dwie dusze z różnych światów, rozpoznające się w tłumie.
Podróż powrotna przebiegła w ciszy, pełnej niewypowiedzianych słów. Po dotarciu do skromnego apartamentowca Marisol, Antonio wyłączył silnik. Ulica była ciemna i cicha.