Napisano to nierównym pismem Edwina – ale nie było to pospieszne. Było to celowe.
Zacząłem czytać.
A z każdą kreską czułem, jakby ziemia pode mną drgnęła.
„Droga Sarah,
Po śmierci Laury wszystko rozpadło się nie tylko emocjonalnie. Rozpadło się również finansowo. Zacząłem odkrywać rzeczy, o których istnieniu nawet nie wiedziałem – długi, niezapłacone rachunki, rachunki związane z decyzjami, o których nigdy mi nie powiedziała. Na początku myślałem, że dam radę. Próbowałem. Naprawdę dałem radę. Ale za każdym razem, gdy myślałem, że nadrabiam zaległości, pojawiało się coś innego. Szybko zdałem sobie sprawę, że mam większe kłopoty, niż myślałem.
Spojrzałam na niego i kontynuowałam.
„Dom nie był bezpieczny, oszczędności nie były realne, nawet ubezpieczenie, które, jak myślałam, miało mi pomóc… nie wystarczyło. Wszystko było zagrożone. Wpadłam w panikę. Nie widziałam wyjścia, które nie zabrałoby ze sobą dziewczynek. Nie chciałam, żeby straciły resztkę stabilizacji, która im pozostała. Podjęłam decyzję, która, jak sobie powiedziałam, leżała w ich najlepszym interesie”.
Mocniej ścisnęłam papier.
Edwin wyjaśnił, że zostawienie ich ze mną – z kimś – kimś stabilnym i stabilnym – to jedyny sposób, żeby dać im prawdziwą szansę na normalne życie.
Uważał, że jeśli zostanie, wciągnie ich w jakąś niestabilną sytuację, więc odszedł, myśląc, że będzie ich chronił.
Powoli wypuściłem powietrze. Jego słowa nie ułatwiły mi zadania, ale sprawiły, że wszystko stało się jaśniejsze.
Czytam nieustannie.
„Wiem, jak to wygląda i co musiałeś dźwigać przeze mnie. Nie ma takiej wersji, w której czułbym się dobrze”.
Po raz pierwszy odkąd przybył, usłyszałem jego głos, łagodny, niemal bezgłośny.
“Pomyślałem o wszystkim.”
Nie patrzyłem na niego.
Przejrzałem strony.