W drodze do domu jej telefon nieustannie wibrował. Najpierw trzy wiadomości od Adriena. Potem osiem. Potem połączenia z nieznanych numerów. Potem numer z centrali. Potem kobieta z zarządu. Potem znowu Adrien. Nikomu nie odpowiedziała. Jej mieszkanie, w starym budynku niedaleko Parc de la Tête d’Or, powitało ją z niemal obraźliwym spokojem. Odłożyła torebkę, zdjęła szpilki, zostawiła pudełko na ladzie i nalała sobie szklankę wody. Jej ręka nie drżała. To właśnie zaskoczyło ją najbardziej. Spodziewała się zasłabnięcia. Ale niektóre bóle są tak ostre, że nie rozpraszają się. One się scalają. One upraszczają. Wręcz przeciwnie, sprawiają, że stajesz się okrutnie przytomny.
Pukanie do drzwi 20 minut później potwierdziło, że na górze, w hotelu, pożar już szalał.
Kiedy otworzyła drzwi, Adrien stał tam, pokonany, z twarzą pozbawioną dawnej pewności siebie i poluzowanym krawatem. Za nim stali dyrektor finansowy grupy, Benoît Ravel, i członek zarządu, Étienne Mauriac. Sama ich obecność mówiła wiele. Ostrzeżenia zostały rozesłane. Rachunki były zmienne. Ludzie, którzy godzinę wcześniej oklaskiwali promienną narzeczoną, teraz starali się ratować, co się dało.
„Co zrobiłaś?” zapytał Adrien, nawet nie mówiąc dobry wieczór.
Élise oparła się o framugę drzwi.
„Poszłam do domu”.
„Przestań. Zarząd właśnie otrzymał powiadomienie o wycofaniu 67% akcji”.
„Więc wciąż czytają swoje maile. To pocieszające”.
Benoît ostrożnie zrobił krok naprzód.
„Główne konta są zabezpieczane. Inwestorzy zaczęli dzwonić. Musimy porozmawiać”.
„Już rozmawiacie” – odpowiedziała Elise.
Adrien wszedł, nie czekając na zaproszenie, jakby wciąż naturalnie władał każdym miejscem, w którym oddychała. Zaczął chodzić tam i z powrotem po salonie.
„Nie możesz tego zrobić dziś wieczorem. Nie w ten sposób. To szaleństwo”.
„Szaleństwem” – powiedziała Elise, spokojnie zamykając drzwi – „były oświadczyny”.
Étienne spuścił wzrok. Benoît ze swojej strony zrozumiał w tym momencie, że problem nie dotyczył tylko kwestii finansowych. Był moralny, małżeński, publiczny, upokarzający. Był Francuzem w najbardziej klasycznym i nikczemnym sensie: mężczyzna wdrapujący się na niewidzialną pracę kobiety i, kiedy myśli, że mu się udało, próbuje zastąpić ją bardziej dochodowym sojuszem.