„To, co widziałaś, nie było tym, co myślisz” – powiedział Adrien, z dawnym nawykiem przeformułowywania rzeczywistości zamiast jej posiadania.
Elise długo na niego patrzyła.
„Naprawdę?”
„To wszystko było ustawione. Strategia. Victoire chciała uspokoić pewne fundusze. Są planowane fuzje, wkłady, synergie i…”
Wybuchnęła krótkim, suchym, niemal delikatnym śmiechem.
„Czy ty naprawdę próbujesz mi wytłumaczyć, że zgoda na porzucenie żony przed 200 osobami była formą zarządzania?”
Nagle przerwał.
„Wiesz, jak to działa. Nigdy nie chciałeś być w centrum uwagi. Zawsze pozwalałeś mi zajmować się widocznymi sprawami”.
To zdanie bolało ją bardziej niż reszta, ponieważ zawierało w sobie ziarno prawdy. Tak, Élise postanowiła pozostać w cieniu. Na początku. Ponieważ uczyła historii i geografii w gimnazjum w Bron i nienawidziła imprez towarzyskich. Bo Adrien twierdził, że musi sam uosabiać firmę, aby przyciągnąć partnerów. Bo wierzyła, że para może dzielić się rolami, nie zdradzając się nawzajem. Stopniowo ta skromność przestała być preferencją, a stała się systemem. Zaproszono ją późno. Przedstawiono ją niejasno. Została zredukowana do zaledwie uprzejmej obecności. I to ograniczenie pasowało wszystkim, zwłaszcza tym, którzy czerpali korzyści z jej pieniędzy, nie chcąc ujawniać jej nazwiska.
„Zawsze akceptowałam dyskrecję” – powiedziała. „Nigdy nie pogodziłam się z tym, że zostanę wymazana”.
Adrien podszedł do niej, a jego głos nagle złagodniał, jak zawsze, gdy czuł, jak ziemia pod nim się zapada.
„Elise, posłuchaj mnie. Bez ciebie upadniemy”.
„Powinieneś był o tym pomyśleć, zanim się zgodziłeś”.
„Nie sądziłem, że tak zareagujesz”.
„To najciekawsze, Adrien. Nie pomyślałeś”.
Pióro wieczne wciąż leżało na stoliku kawowym. Podniosła go i położyła przed nim.
„To był twój prezent”.
Spojrzał na niego tak, jak patrzy się na przedmiot z poprzedniego życia.
„Czego chcesz?” zapytał, niemal tracąc rozum.