„Nie tego, co myślisz”, odpowiedziała Elise. „Nie chcę spalić firmy. Chcę ją przejąć”.
Benoît podniósł wzrok.
„Przejąć ją?”
„Tak”. Jutro rano przedstawię zarządowi propozycję restrukturyzacji. Zespoły nie będą płacić za obsceniczne ambicje dwóch narcyzów.
Pracownicy zostaną utrzymani. Ich kontrakty również. Ale Adrien odchodzi z kierownictwa operacyjnego. Victoire nie obejmie udziałów w firmie. A zarząd będzie głosował pod moim tymczasowym przewodnictwem.
Étienne zbladł.
„Nigdy nie chciałeś zająć swojego miejsca”.
„Nigdy nie miałem powodu, by sądzić, że moje milczenie sprzyjało takiej przeciętności”.
Adrien przestał udawać.
„Nie możesz mi tego zrobić”.
„Mogę. A ty już mi to zrobiłeś”.
Wyszli 10 minut później, bez umowy, bez obietnicy, z twarzami bladymi jak u ludzi, którzy za późno odkrywają, że prawdziwa władza to nie to, czym się afiszują. O drugiej w nocy zadzwoniła matka Adriena. Potem jego siostra. Potem znowu matka. Élise nie odebrała. Wczesnym rankiem jednak stanęli u jej drzwi, odziani w tę bardzo rodzinną wściekłość, która udaje obronę honoru, podczas gdy w rzeczywistości chroni przede wszystkim tradycję.
Madame Vasseur weszła pierwsza, z mocnymi perfumami, z drogą torebką w dłoni i zaciśniętymi ustami.
„Zwariowałaś” – warknęła. „Małżeństwo znosi upokorzenia. Nie niszczy się życia przez jedną nocną scenę”.
Élise poczuła narastające w niej głębokie znużenie. Przez osiem lat ta kobieta uważała ją za zbyt prostą, zbyt powściągliwą, za mało ambitną, za mało dekoracyjną, za nieodpowiednie pochodzenie. Tolerowała ją, gdy interes kwitł, ale nigdy jej nie szanowała. Siostra Adriena, Clémence, przejęła stery.
„Adrien popełnił błąd. Victoire nim manipulowała. Nie zamierzasz przecież wysadzić wszystkiego w powietrze z dumy, prawda?”
„Z dumy?” powtórzyła Élise.
Madame Vasseur skrzyżowała ramiona.
„Inteligentna kobieta chroni swoje małżeństwo ponad wszystko”.
„Godny mężczyzna” – odpowiedziała Elise – „nie sprzedaje się na aukcji”.
Nagle zapadła cisza.
„Zapominasz o wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy” – syknęła jej matka.
Tym razem Elise się uśmiechnęła. Naprawdę.
„Nie. Dokładnie. Pamiętam doskonale”.
Pamiętała kolacje, podczas których rozmawiano o niej, jakby w ogóle jej nie było. Komentarze na temat jej zbyt prostych sukienek. To, jak Madame Vasseur mawiała czasami przy gościach: „Adrien zawsze potrzebował stabilnej kobiety, żeby mu pomóc zacząć”, jakby Elise była emocjonalnym trampoliną, a nie głównym wsparciem finansowym grupy. Wiedzieli o jej udziałach. Ale w ich umysłach pozostawały one abstrakcyjne, niemal dekoracyjne, jakby pieniądze zainwestowane przez żonę nigdy tak naprawdę do niej nie należały, dopóki służyły dojściu mężczyzny do władzy.
„Zarząd zbiera się o 11:00” – powiedziała Elise. „Jeśli mnie zawstydziłaś, to jesteś o lata zacofana”.
O 11:03, kiedy weszła do sali posiedzeń zarządu, szmer nagle ucichł. Niektórzy członkowie zarządu nigdy jej nie widzieli, poza zdjęciami z gal charytatywnych. Inni znali jej rzeczywistą wagę, ale celowo o niej zapomnieli. Adrien był tam, blady, siedząc na czele stołu. Po jego prawej stronie, Victoire. Zdjęła srebrną sukienkę i włożyła kremowy kostium o wyrachowanej elegancji. Nie wyglądała na upokorzoną. Wyglądała na wściekłą. To było inne. Znacznie bardziej niebezpieczne.
„Elise” – zaczęła – „reagujesz emocjonalnie. Ta grupa potrzebuje racjonalności”.
„W twoich ustach to wręcz komiczne” – odpowiedziała Elise, zajmując miejsce na czele stołu.
Maître Delmas złożył dokumenty. Benoît unikał wzroku Adriena.
„Sytuacja jest taka” – powiedziała Elise. „Wycofałam moje 67% udziałów z obecnej struktury. Mogę je reinwestować w nową strukturę zarządzania, pod trzema warunkami: natychmiastowego usunięcia Adriena Vasseura z funkcji kierowniczych, odmowy wszelkich transakcji z udziałem Victoire Halberg, zarówno osobistych, jak i finansowych, oraz przeprowadzenia wewnętrznego audytu z ostatnich 18 miesięcy”.
Victoire parsknęła śmiechem.