Cisza.
Wtedy jego matka rozgniewała się i podniosła słuchawkę.
“Myślisz, że możesz nam zagrozić?”
„Nie” – powiedziałem. „Chyba mogę udowodnić, że mnie okradłeś”.
To było pierwsze pęknięcie.
Następnego ranka stawili się w szpitalu – z kwiatami w rękach i strachem w oczach.
Poniewczasie.
Mój prawnik już tam był.
Dokumenty położono na stole.
Rozwód.
Nadzór.
Koszty finansowe.
Dowód.