Uśmiech Marcusa zniknął całkowicie.
Rozdałam kopie wszystkim wokół stołu. „A to nie jedyny sfałszowany dokument”.
Vivian z hukiem odstawiła kieliszek. „Ty wredny mały pasożytniku”.
Przysunęłam się bliżej, zniżając głos, żeby tylko ona i Marcus mogli mnie usłyszeć.
„Wybrałaś niewłaściwą ofiarę” – powiedziałam cicho. „I niedoceniłaś niewłaściwą córkę”.
Marcus sięgnął po teczkę, ale ją cofnęłam.
„Uważaj” – ostrzegłam. „Twoje odciski palców są już na wystarczającej liczbie dowodów”.
Vivian szybko otrząsnęła się. „Nikt ci nie uwierzy. Richard jest zdezorientowany. Porzuciłaś go. Jestem jego żoną”.
Zerknęłam w stronę korytarza.
„Nie” – powiedziałam. „Jesteś jego oprawcą”.
Pielęgniarka weszła do jadalni z telefonem w ręku.
Nagranie głosu Vivian rozbrzmiało w ciszy.
„Czołgaj się, Richard. Czołgaj się, jeśli chcesz swoje lekarstwo”.
Potem rozległ się głos Marcusa.
„Kiedy on umrze, ona nic nie dostanie”.
Cały stół zamarł.
Twarz Vivian zbladła tylko na sekundę, zanim znów się uśmiechnęła.
„Więc masz nagrania” – powiedziała chłodno. „Nadal kontroluję jego majątek”.
Odwzajemniłam uśmiech.