Elena sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła telefon, którego Daniel nigdy wcześniej nie widział—elegancki, dyskretny, z małym złotym grzebieniem na plecach.
Nie krzykliwe.
Coś starszego.
Coś potężnego.
Nacisnęła jeden numer.
Połączenie połączyło się natychmiast.
— Ojcze-powiedziała.
Słowo uderzyło w powietrze jak grzmot.
Daniel zamrugał.
Zawsze mówiła, że jej rodzina jest odległa.
Skomplikowane.
Teraz jej głos miał autorytet, którego nigdy wcześniej nie słyszał.
«Potrzebuję protokołu przeprowadzki Wellingtona w rezydencji Daniela Mercera» — powiedziała.
«Tak. Mój mąż jest tutaj. Jego matka. I kobietę, którą przyprowadził do naszego domu.”
Margaret zbladła.