— Nie… — szepnęła.
Elena kontynuowała, jej oczy utkwiły w Danielu.
«Jestem bezpieczny. Dziecko jest w porządku. Chcę ochrony, ochrony i doktora Harlowa w gotowości.”
Zatrzymała się.
Potem jej głos zadrżał-tylko lekko.
«Pozwolił jej na mnie pluć.”
Cisza.
Potem zakończyła rozmowę.
Deszcz stał się głośniejszy.
Na końcu ulicy pojawiły się reflektory.
Ani jednego samochodu.
Kilka.
Czarne Pojazdy ustawione w kolejce z cichą precyzją.
Drzwi się otworzyły.
Mężczyźni i kobiety wyszli pod parasolami.
Potem jedne drzwi otworzyły się powoli.
Thomas Wellington wyszedł.
Daniel natychmiast go rozpoznał.