Zadzwonili ze szpitala, żeby powiedzieć, że młody chłopak wskazał mnie jako swój kontakt alarmowy. Nerwowo się zaśmiałam i odpowiedziałam: „To niemożliwe. Mam 32 lata, jestem singielką i nie mam syna”. Ale kiedy powiedzieli, że nie przestanie o mnie pytać, wsiadłam do samochodu… i w chwili, gdy weszłam do jego pokoju, wszystko w moim życiu się zatrzymało…
Telefon zadzwonił o 23:38 we wtorek wieczorem. Prawie go zignorowałem – byłem w kuchni w Portland w stanie Oregon, boso, wyczerpany, próbując przekonać samego siebie, że płatki śniadaniowe kwalifikują się jako obiad. Nieznane liczby po dziesiątej zazwyczaj oznaczały spam albo że współpracownik zapomniał o granicach. Mimo to coś kazało mi odebrać.
„Czy to pani Nora Ellison?” zapytała kobieta.
“Tak.”
„To jest Centrum Medyczne św. Agnieszki. Mamy tu chłopca. Twoje nazwisko jest wpisane jako kontakt alarmowy”.
Wpatrywałam się w telefon, a potem przycisnęłam go mocniej do ucha. „Przepraszam, co?”
„Nieletni. Mężczyzna. Około jedenastu lat. Nazywa się Oliver.”
„Nie mam syna” – powiedziałam powoli. „Mam trzydzieści dwa lata i jestem singielką. Chyba pomyliłeś Norę Ellison”.
Zapadła cisza. Papiery cicho zaszeleściły. Potem pielęgniarka zniżyła głos. „On ciągle o ciebie pyta. Po prostu przyjdź”.
Żołądek mi się ścisnął. „Kto mu dał mój numer?”
„Wciąż próbujemy to ustalić. Został przewieziony po wypadku samochodowym w pobliżu Burnside. Jest przytomny, ale przestraszony. Ma w plecaku kartkę z twoim imieniem i nazwiskiem, numerem telefonu i adresem”.
Chwyciłem się krawędzi blatu. „Czy jest ciężko ranny?”