„Część 2: Deska trzasnęła w górę z taką siłą, że prawie uderzyła mnie w kolano. Zatoczyłem się do tyłu i uderzyłem o blat, gdy pod podłogą w kuchni otworzył się czarny kwadrat. Wydobyło się z niego zimne powietrze, niosąc zapach wilgotnej ziemi i czegoś metalicznego.
Ukryty schowek.
Zanim zdążyłem zaświecić latarką, drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem.
Wpadł Wood. Pierwsza wpadła moja matka, ubrana w kremowy płaszcz, który absurdalnie kontrastował z poplamionymi ścianami, tuż za nią szła Rachel, zarumieniona, z rozczochranymi włosami, a tuż za nią mój wujek Brent z gumką w ręku.
„Tutaj” – powiedziała Rachel, wskazując. „Mówiłam ci”.
Odsunęłam się od otworu. „Włamałaś się do mojego domu”.
Mama ledwo na mnie spojrzała. Jej wzrok był utkwiony w dziurze w podłodze. „Ruszaj się”.
„Nie”.
Brent zrobił krok naprzód, obracając gumkę w dłoni. „Leah, nie rób z tego czegoś brzydkiego”.
„Brzydkiego?” – warknęłam. „Wyrzuciłaś mnie, bo nie chciałam sfinansować mentalnych wakacji Rachel”.
Twarz Rachel się skrzywiła. „To nie były wakacje”.
„Pięć tysięcy dolarów za pobyt w spa i jazdę konną po pustyni.”
Mama pobiegła w stronę budki, a ja odepchnęłam kuchenny stół, który zaskrzypiał głośno o podłogę. Uderzyła go obiema rękami i syknęła: „Nie masz pojęcia, co to jest dom”.
„Wiem dokładnie, co to jest” – odwarknąłem. „To moje”.
Przez chwilę nikt się nie poruszył.
Wtedy wujek Brent zamachnął się gumką na nogę stołu. Drewno trzasnęło. Wzdrygnąłem się, a Rachel ominęła go i uklękła przy otworze. Sięgnęła do środka i wyciągnęła zardzewiałe metalowe pudełko wielkości teczki.