Kobieta powoli sięgnęła do kieszeni, jakby naprawdę chciała wyjąć portfel, i na moment wszystko wokół zdawało się zamarć. Nawet echo kroków, tłumione dotąd przez ściany, ucichło, a nastała napięta cisza. Przywódca spojrzał na nią leniwym, wyższościowym spojrzeniem, całkowicie pewien, że panuje nad sytuacją, a pozostała dwójka już popatrzyła na siebie, rozkoszując się łatwym łupem i szybkim odejściem.
Ale w następnej chwili ręka kobiety wróciła bez portfela. Między palcami tkwił mały, metalowy przedmiot, którego początkowo żadne z nich nie potrafiło wyjąć. Rozległ się krótki, suchy trzask – ostry, obcy dźwięk w tej wilgotnej, ciasnej przestrzeni. I w tej sekundzie twarz przywódcy zmieniła się, jakby dostał w twarz.
W jego ręku nie znajdował się zwykły przedmiot — niewielki paralizator elektryczny.
„Stój” – powiedział cicho, ale w taki sposób, że to słowo przecięło powietrze na pół.
Ale przywódca już rzucił się naprzód, pewien, że wytrąci mu go z ręki. Nie zdążył nawet dokończyć ruchu, gdy fala uderzeniowa przeszyła jego ciało. Jego mięśnie się napięły, ciało zadrżało i upadł na brudny beton z ochrypłym jękiem, jakby nagle wyłączono mu zasilanie.
Pozostała dwójka zamarła, a kpiąca pewność siebie zniknęła natychmiast, zastąpiona przez dezorientację i narastający strach.
“Ty… co ty robisz, staruszku?!” jęknął jeden z nich, cofając się o krok.
Kobieta nie wyglądała już jak spokojna, lekko zmęczona kobieta, która kilka minut wcześniej weszła do przejścia podziemnego. Jej spojrzenie stało się zimne, skupione i niewzruszone. Trzymała paralizator, jakby dokładnie wiedziała, co robi.
„To, co powinienem był zrobić dawno temu” – odpowiedział spokojnie.
Drugi chłopak, dla zachowania pozorów, rzucił się na nią z boku. Jego ruch był szybki, ale już wyczuł w niej panikę. Odwróciła się jednym zdecydowanym ruchem, a powietrze znów rozdarł kolejny wytrysk. Chłopak krzyknął, chwycił ją za ramię i upadł na kolana, zaciskając zęby z bólu.
Teraz pozostał tylko trzeci.