Ale bezradność, która go kiedyś złamała, już nie istniała.
Zatrzymała się przy ławce i powoli usiadła. Wyjęła z torebki swój stary, lekko zniszczony portfel, spojrzała na niego i mimowolnie się uśmiechnęła.
„Cóż” – powiedział cicho do siebie – „rozwiązaliśmy to dzisiaj”.
Gdzieś w oddali zawyła syrena. Może jednak ktoś wezwał policję. Może ta dwójka wkrótce się znajdzie. A może znikną same i już nigdy tu nie wrócą.
Ale to już nie miało znaczenia.
Ponieważ tamtej nocy w metrze wydarzyło się coś więcej niż tylko nieudany napad.
Tej nocy ofiara przestała być ofiarą.
I być może od tego momentu strach powoli zniknie z tego miejsca.