Adrian został aresztowany tej nocy.
Kiedy wsadzali go do radiowozu, spojrzał na mnie z czystą nienawiścią.
„Będziesz tego żałować” – powiedział.
Otarłem krew z ust. „Nie, Adrian. Przepraszam, że nie zrobiłem tego wcześniej”.
Następnego ranka obudziłem się w gościnnym pokoju rodziców, bo nie mogłem się zmusić, żeby zasnąć w ich pokoju. W domu panowała ciężka cisza. Filiżanka kawy mojej mamy wciąż stała przy zlewie. Szklanka taty wciąż stała na stole.
Przez chwilę płakałam tak mocno, że nie mogłam oddychać.
Potem zadzwonił telefon.
Nazywam się Isabella Cruz i od prawie 8 miesięcy mój mąż Adrian mieszka po drugiej stronie miasta z inną kobietą.
Adrian ignorował moje telefony. Nie pojawił się, gdy sufit zaczął przeciekać, gdy moja matka została przewieziona do szpitala, ani gdy stan serca mojego ojca się pogorszył. W tym czasie wysłał mi tylko jedną wiadomość:
„Nie przesadzaj. Wszystko będzie dobrze”.
Potem moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, wracając z wizyty u ciotki w innym mieście. W jedną noc straciłam dwie osoby, które kiedyś kochały mnie bezwarunkowo.
Następnego ranka prawnik mojego ojca, pan Delgado, poinformował mnie, że ich dom, oszczędności, niewielka nieruchomość na wynajem i polisa ubezpieczeniowa na życie – warte ponad 25 milionów dolarów – zostały zapisane mnie.
Kiedy Adrian wrócił, nadal byłam ubrana na czarno po pogrzebie.
Nie zapukał. Użył klucza, którego odmówił i wszedł do domu moich rodziców, jakby był jego własnym. Jego ubranie było pogniecione, wyraz twarzy zimny, a w powietrzu unosił się zapach perfum, który nie należał do mnie.