Część 2
Pan Halden kontynuował, a każde słowo uderzało jak gwóźdź wbity w polerowane drewno.
„Cały mój majątek osobisty, w tym udziały w ValeTech Holdings, wypłatę z ubezpieczenia na życie, prywatne oszczędności i nieruchomość nad jeziorem Arden, pozostawiam mojej matce, Margaret Ellis, która będzie nim zarządzać za pośrednictwem Funduszu Powierniczego Rodziny Ellis”.
Evan zbladł.
Palce Celeste zsunęły się z jego ramienia.
„To niemożliwe” – powiedział Evan. Jego głos załamał się przy ostatnim słowie. „Emma nie miała akcji. Dałem jej kieszonkowe”.
Pan Halden spojrzał na niego znad okularów.
„Pańska żona posiadała dwanaście procent udziałów w ValeTech Holdings. Przekazane jej przez pańskiego ojca przed śmiercią. Prawidłowo zarejestrowane. Prawidłowo poświadczone przez świadków”.
Kościół zdawał się oddychać.
Evan zacisnął szczękę.
„Ten starzec był niedołężny.”
„Nie” – powiedziałem cicho.
Wszyscy zwrócili się w moją stronę.
Nie rozmawiałem od śmierci Emmy. Ani z reporterami. Ani z Evanem. Nawet z księdzem.
Podniosłem wzrok.
„Twój ojciec się ciebie bał”.
Evan wpatrywał się we mnie.
Pan Halden sięgnął do skórzanej teczki. „Jest tego więcej”.
Celeste zaśmiała się szorstko i chrapliwie. „To obrzydliwe. Pogrzeb to nie sala sądowa”.
„Nie” – powiedział pan Halden. „Ale dowody łatwo się rozchodzą”.
Evan zrobił krok naprzód. „Uważaj.”
I oto był – prawdziwy mężczyzna pod czarnym garniturem.
Przez sześć miesięcy Emma dzwoniła do mnie o północy i nic nie mówiła. Słyszałam jej oddech, a potem trzask. Przez sześć miesięcy pod długimi rękawami pojawiały się siniaki. Przez sześć miesięcy Evan mówiła wszystkim, że ciąża wywołuje u niej stany emocjonalne, paranoiczne i niestabilne.
Następnie, trzy tygodnie przed swoją śmiercią, Emma przyszła do mojej kuchni boso w deszczu.
„Jeśli coś mi się stanie” – wyszeptała – „nie płacz pierwszy”.
Objąłem jej twarz dłońmi. „Co mam wtedy zrobić?”
Spojrzała na mnie moimi własnymi oczami.
„Walcz mądrze”.
Tak też zrobiłem.
Podczas gdy Evan udzielał wywiadów o stracie miłości swojego życia, ja spotkałem się z panem Haldenem. Podczas gdy Celeste publikowała czarno-białe zdjęcia z podpisami o „kruchym życiu”, ja przekazałem telefon Emmy analitykowi sądowemu. Podczas gdy Evan zorganizował szybki pochówek, ja złożyłem wniosek o pilne opóźnienie kremacji i zażądałem niezależnej opinii lekarskiej.
A podczas gdy oni śmiali się w kościele, przekonani, że smutek mnie zaślepił, powiatowy lekarz sądowy już przeglądał wyniki badań krwi, które próbowali ukryć.
Pan Halden odczytał następny punkt.
„Jeśli moja śmierć nastąpi w podejrzanych okolicznościach, moja matka będzie miała pełne prawo do wszczęcia postępowania cywilnego, ujawnienia dowodów i głosowania za moimi akcjami przeciwko mojemu mężowi, Evanowi Vale’owi, we wszystkich sprawach korporacyjnych”.
W kościele rozległ się szmer — szok, przerażenie, głód.
Evan spojrzał na mnie tak, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że trumna nie jest pułapką.
Byłem.
„Ty zgorzkniała staruszko” – wyszeptał.
Celeste otrząsnęła się pierwsza. „To nic nie znaczy. On jest prezesem. Ma prawników”.
Podszedłem do niej bliżej.
„I mam nagrania”.
Jej twarz się poruszyła – tylko na ułamek sekundy.
Ale to wystarczyło.
Odwróciłem się do żałobników, do członków zarządu Evana siedzących sztywno w drugiej ławce, do detektywa stojącego przy tylnych drzwiach w ciemnym płaszczu.
„Moja córka wszystko dokumentowała” – powiedziałam. „Każde zagrożenie. Każdy transfer. Każdego lekarza, którego przekupił, żeby uznał ją za niestabilną. Każdą wiadomość od Celeste, żeby zniknęła, zanim dziecko zrujnuje ich przyszłość”.
Celeste cofnęła się.
Evan za mocno chwycił ją za nadgarstek. „Zamknij się.”
Pan Halden podniósł kolejną kopertę.
„I jeszcze jedna, ostatnia instrukcja” – powiedział.
W pokoju znów zapadła cisza.
„Jeśli Evan przyjdzie na mój pogrzeb z Celeste Marrow, odtwórz plik o nazwie Church.”
Evan rzucił się do przodu.
Detektyw ruszył szybciej.