Więc powtórzyłem to jeszcze raz.
„Nie. I powinienem był to powiedzieć tuż przed dzisiejszym wieczorem.”
Jego oczy powoli wypełniły się, nie ulgą, a czymś bardziej złożonym.
Może ból.
Ponieważ spóźniona odpowiedź niesie za sobą konsekwencje spóźnienia.
Podniosłem niebieską teczkę z krzesła i położyłem ją na łóżku obok mnie.
„Przez chwilę coś strasznego mi się przydarzyło” – powiedziałem. „Nie będę udawał, że nie”.
Zacisnął szczękę.
Zmusiłam się, żeby nie odwracać wzroku.
„Pozwoliłam, by słowa mojej matki zapisały się w mojej pamięci, bo było to łatwiejsze niż stawienie jej czoła”.
Lucie zwróciła twarz w stronę okna.
Na jego twarzy pojawiła się drobna poranna zmarszczka.
„Nie wiem, co z tym zrobimy” – wyszeptał.
Ja też nie.
To była prawda.
Nie jest zepsute na tyle, żeby dało się to naprawić.