„Jakie pieniądze?”
Kobieta w czerwonym szalu uniosła telefon.
„Nie udawaj. W szufladzie nie ma koperty. Helena trzymała tam gotówkę. Kto miał dostęp do domu? Ty.”
Pani Helena próbowała się podnieść.
„Nie… Kuba nigdy…”
„Mamo!” Roman odwrócił się do niej gwałtownie. „Właśnie przez takich ludzi muszę teraz sprzątać bałagan. Przez lata nie chciałaś ze mną rozmawiać, a obcemu dzieciakowi dawałaś klucze?”
Kuba przełknął ślinę.
„Ja mam klucz tylko dlatego, że pani Helena czasem nie mogła dojść do drzwi.”
„Oddaj.”
„Co?”
„Klucz.”
Chłopiec sięgnął do kieszeni spodenek. Mały mosiężny klucz był ciepły od jego dłoni. Pani Helena dała mu go rok wcześniej, po nocy, gdy upadła w łazience i leżała na zimnych kafelkach aż do rana.
„Gdybym wtedy miał klucz, znalazłbym panią szybciej” powiedział jej wtedy.
Następnego dnia podała mu klucz i powiedziała:
„Nie dla wygody. Dla życia.”
Teraz Kuba położył go na stoliku.