„Roman boi się tego, czego nie może sprzedać.”
Kuba nie rozumiał, ale poczuł, że to ważne.
Pani Helena poruszyła palcami, jakby chciała przyciągnąć go bliżej.
„Jeśli kiedyś znajdziesz coś w swoim ogrodzie… nie oddawaj nikomu, zanim mama nie przeczyta listu.”
„W moim ogrodzie?”
Jej oddech stał się cięższy.
„Pod jabłonką. Tam, gdzie zakopałeś tego plastikowego dinozaura, bo mówiłeś, że archeolodzy kiedyś będą mieli niespodziankę.”
Kuba otworzył szeroko oczy.
Pamiętała.
Pani Helena uśmiechnęła się słabo.
„Ja też umiem robić niespodzianki.”
Dwa dni później zmarła.
Pudełko pod jabłonką nie zawierało pieniędzy, tylko prawdę, która oddała chłopcu dobre imię i ocaliła dom pani Heleny
Na pogrzebie pani Heleny było niewiele osób.
Kilka sąsiadek, mama Kuby, ksiądz, dwóch mężczyzn z domu pogrzebowego i Roman z kobietą w czerwonym szalu, która tym razem miała czarny płaszcz i ciemne okulary, choć dzień był pochmurny.
Kuba stał przy mamie, ściskając w dłoni mały rysunek. Przedstawiał panią Helenę w fotelu, jego samego ze szklanką wody i wielkie żółte słońce za oknem, choć w jej salonie słońce prawie nigdy nie świeciło tak jasno.
Chciał położyć rysunek na trumnie, ale Roman zauważył go i zmarszczył brwi.
„Co on tu robi?”
Mama Kuby wyprostowała się.
„Żegna sąsiadkę.”
„Ta sprawa z kradzieżą nie została zamknięta.”
Kuba skulił ramiona.
Mama zrobiła krok do przodu.