Telefon Granta zaczął wibrować. Potem Bena. A potem kilka innych przy stołach.
Pokój wypełniła cicha panika, gdy zapalił się ekrany.
Grant sprawdził swoje.
Wiadomości od bankierów. Prawników. Dwóch radnych. Senatora stanowego. Sawanna.
Wcześniejsze wiadomość od Savannah.
Kochanie, co się dzieje? W moim budynku są reporterzy.
Grant wpatrywał się w słowo „dziecko” i poznał ją za to, że napisał.
Dostałam wiadomość od Maddie.
Jest tu Arthur Bell. Mówi, że może z tobą być podłączony, a nie jako doradca.
Grant na Claire.
„Podoba ci się to.”
„Nie” – wiedziała.
„Nie kłam.”
jej twarz jest uszkodzona, ledwo zauważalnie. Coś przemknęło jej przez oczy. Może ból. Albo wspomnienie bólu, który zaschł i zmienił się w coś twardszego.
„Podobało mi się nasze pierwsze mieszkanie” – powiedziała cicho. „Podobało mi się spacerowanie z tobą nad rzeką, kiedy jest na tyle płukani, że dostępne jest jedna kanapką i wyrzucana na obiad. Polubiłem wiarę w to, że ambicja może być piękna, jeśli się ją dzieli. To? Nie. Nie sprawia mi to przyjemności”.
Przez chwilę widziała kobietę, gdy była dwadzieścia dziewięć lat, z włosami rozwianymi na wietrze, śmiejącą się, wskazaną na pustą działkę i liczącą jej, że pewnego dnia coś tam zbuduje.
A potem znowu zniknęła.
Zarząd głosował o 10:12.
Grant pozostał w pokoju, gdy wystąpią skutki, wyjście z niego przez strach. Obserwował, jak każdy dyrektor mówi „tak” dla rozwiązań awaryjnych. „Tak” dla niezależnego nadzoru. „Tak” dla zawieszenia dopuszczalnego Granta. „Tak” dla zachowania dokumentacji. „Tak” dla niezależnych kredytodawców. „Tak” dla mianowania Claire Holloway na tymczasowym powierniku.
Tylko dwie osoby dowiedziały się o tym.
Nikt nie głosował na „nie”.
Po zakończeniu Grant zapiął marynarkę.
„Będziesz tego żałować” – powiedział.
Po raz pierwszy Claire napotykana zmęczoną.
„Już zwolnione”.
Wyszedł zanim dotarło powiadomienie.
Arthur Bell prowadzący w holu na trzydziestym szóstym piętrze z dwiema kawami i miną mężczyzny przy ogniu, którego nie rozpalił się, ale mógł wystawić rachunek za obserwowanie.
Grant nie wypił ani jednej kawy.
„Jak źle?”
Artur wciągnął powietrze przez nos.