Zostawił nas – krwawiących, wyczerpanych, ledwo stojących na nogach – na kolację.
„Grant” – szepnąłem – „nawet nie potrafię normalnie siedzieć”.
„Kierowca ci pomoże” – powiedział. „Nie dramatyzuj”.
To było tak, jakby doświadczyła bólu. To było tak, jakby nosiła nasze dziecko.
Zobaczyłem, że na jego telefonie pojawiła się wiadomość:
Idziesz? Twój ojciec jest głodny.
Coś we mnie się uspokoiło.
Podałem mu kluczyki.
Uśmiechnął się – ulżony.
Dziękuję. Zrekompensuję ci to.
„Nie” – powiedziałem cicho. „Nie zrobisz tego”.
I odszedł.