Kierowca, który mnie odebrał, delikatnie pomógł mi z dzieckiem. Trzęsłam się tak bardzo, że nawet nie mogłam zapiąć Lily. Nie zadawał żadnych pytań – powiedział tylko: „Jesteś już bezpieczna”.
To prawie się rozbiło.
Zadzwoniłem do mojego ojca.
„Tato… dziś wieczorem chcę, żebyś zniknął.”
Było cicho.
A potem: „Już idę”.
Mój ojciec przybył przed Grantem.
Nie zadawał żadnych pytań. Nie kazał mi się uspokoić. Nie zostawił Granta.
On po prostu wziął moją torbę i powiedział: „Usiądź, kochanie”.
To wtedy w końcu pozwoliłem sobie na załamanie.
Mój ojciec cicho krążył po domu – sprawdzał drzwi, przynosił wodę, podgrzewał zupę. Potem poszedł na górę.
Kiedy wrócił, niósł walizkę Granta.